Czy masz pół godziny dla siebie? Czy odkryłaś co sprawia Ci największą przyjemność? – to pytania jakie postawiliśmy naszym czytelniczkom w ostatnim numerze Amoena Life.
18 najciekawszych wypowiedzi nagrodzimy zestawami kosmetyków z serii AA Therapy Specjalistyczna Pielęgnacja ufundowanymi przez firmę Oceanic. Prosimy podzielcie się z nami Waszymi pomysłami. Udowodnijmy, że stać nas na zdrowy egoizm. Wasze wypowiedzi publikujemy na stronie.
>> "Pół godziny dla sibie", Artikel PDF 200 KB
Krystyna
Moje 30 minut – polisa na ŻYCIE
Każdą polisę podpisujemy z ubezpieczycielem. W tej polisie ubezpieczycielem jestem ja. Czy będzie się opłacało, to zależy tylko i wyłącznie ode mnie. „Jak sobie pościelę, tak się wyśpię”. Po ośmiogodzinnym pobycie w pracy i zajęciach w domowej kuchni, wybiegam wreszcie na świeże powietrze, by dotlenić wszystkie moje komórki. Robię kilka głębokich wdechów – to bardzo ważne! Potem truchtem obiegam cały mój ogród. Przy okazji sprawdzam, które kwiaty już mi zakwitły, zerwę w biegu kilka pokrzyw zza płota, aby starczyło na całą zimę, by poparzyć i zniszczyć mojego wroga. Z kąta pod balkonem wyciągam mój ukochany kijek od mopa, wymachuję nim tak, jak mnie nauczono na rehabilitacji dla Amazonek, przy czym unoszę głowę do góry, zauroczona pięknem tego świata, dziękuję Bogu za wszystko. Dalej biegnę do mojego ogródka z warzywami ekologicznymi, przebiegam wszystkie grządki, sprawdzając przy tym czy niechciane zielsko nie przytłacza moich marchewek. Wyrywam kilka pięknych sztuk, aby następnego dnia rano ożywić się szklanką wyciśniętego z nich soku. Jeszcze tylko pięć okrążeń wokół domu z okrężnymi ruchami rąk. A potem zazwyczaj słyszę – mamuś skończyłaś już? Tak – jeszcze tylko kilka głębokich wdechów i westchnień – dzięki Boże za kolejny dzień, za to co mam, za to, co chcę robić, wierząc mocno, że moje 30 minut, to moje życie tak bardzo potrzebne dla innych.
Elżbieta
Witam
Jestem amazonką od trzech lat. Choroba przewróciła moje życie do góry nogami i to dosłownie. Wszystko się zmieniło. Trudno mi było się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Ale starałam się bardzo i wiedziałam, że sama muszę się z sobą uporać. Wieczorem, szczególnie po ciężkim dniu, robiłam sobie "cudowną kąpiel", takie domowe spa. Najczęściej do ciepłej wody wlewałam szklankę ciepłego miodu. Miód powoduje, że skóra staje się aksamitna. Ciało nie lepi się od miodu jak niektórzy myślą. Albo wrzucałam do wanny pokrojone w grube plastry owoce cytrusowe: pomarańcze, cytryny. Przyjemny zapach roznosi sie po całej łazience. Zanurzyć się w takiej przyjemnej kąpieli, posłuchać cichutko przyjemnej muzyczki. Cudowne uczucie. Zwłaszcza podczas chemioterapii, takie domowe spa bardzo podnosiło mnie na duchu i sprawiało ogromną przyjemność. Po takiej kąpieli koniecznie do łóżka, i wtedy brałam swój tajemny zeszyt i zapisywałam same dobre rzeczy, które mnie spotkały w danym dniu. Jeśli coś mi się nie podobało to starałam się to zapisać w takiej "dobrej" formie. Właśnie przejrzałam parę kartek ze swoimi zapiskami, np. pamiętam zepsuł mi sie mój mikser, byłam zła i rozżalona, że akurat w takim momencie mi się zepsuł. Co ja napisałam wtedy: "Zepsuł mi się mikser, po to abym kupiła sobie lepszy, doskonalszy, taki którego nie będę musiała trzymać w ręku, po to aby oszczędzać rękę." Pisałam też sobie takie pozytywne afirmacje np. " Jestem spokojna, jestem bezpieczna, jestem dzielna, wszystko co się dzieje prowadzi do pozytywnych zmian." Robiłam to przed snem, potem spałam spokojnie.Dzisiaj otrzymałam Wasze pismo " Amoena life", i poczułam taką potrzebę opowiedzenia o swoich sposobach relaksu i naładowania pozytywnego swoich akumulatorów. Tym bardziej, że czuję się bardzo dobrze, wyniki mam bardzo dobre, i żyję drugim, nowym życiem.
Monika
Szanowno Redakcjo!
Z utęsknieniem czekałam na kolejne wydanie Amoena Life, na Wasze praktyczne porady, informacje, które często są pomijane przez lekarzy w czasie wizyt w poradni, a jakże niezbędne dla nas –pacjentek. Oczekujemy przecież nie tylko na nowinki medyczne, ale też ciepłe słowa, takie, które potrafią podbudować, dodać siły do walki z chorobą i sprawić, że uwierzymy w siebie. Jestem bardzo wdzięczna Amoena Life, gdyż ten Magazyn sprawia, że jesteśmy mądrzejsze, silniejsze, daje poczucie wspólnoty i na jego łamach możemy podzielić się swoimi przeżyciami i doświadczeniami. Minęły dwa lata odkąd rozpoczęła się moja onkologiczna przygoda i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć – jestem inna, jestem lepsza. Czego nauczyła mnie choroba? Na pewno cierpliwości. Nauczyłam się myśleć etapami od momentu, kiedy zrozumiałam, że leczenie onkologiczne a często jest to niekończące się leczenie, są to ciągłe kontrole i wizyty u lekarza. Ja myślałam w ten sposób – Każda KOLEJNA CHEMIA, KAŻDY KOLEJNY ZABIEG, czy to operacja, czy radioterapia, lub kolejny kurs chemii to KOLEJNY KROK KU ZDROWIU! Tłumaczyłam sobie, kolejny etap leczenia mam już za sobą i to jest krok ku CAŁKOWITEMU WYLECZENIU. Choroba otworzyła mnie na innych chorych, na drugiego człowieka, nauczyła mnie otwartości wobec innych, niezamykania się w czterech ścianach tylko z najbliższymi. Oczywiście bliskie osoby dały mi wiele wiary, ale okazało się, że jest wiele innych życzliwych mi osób, które na wiadomość o mojej chorobie okazały mi bardzo dużo serdeczności. Z pewnością nie należy zamykać się w sobie, pamiętajmy –choroba to nie wstyd, nie przestępstwo, z którym musimy i możemy się oswoić, a pomogą nam w tym przyjaciele. Nie mów nic nikomu – nic bardziej mylnego. To zrozumiałe, że nie z każdym jesteśmy w stanie rozmawiać o szczegółach, gdyż każda kobieta może powiedzieć tyle ile potrzebuje i komu potrzebuje, ale najczęściej okazuje się, że otrzymuje wsparcie i pomoc, tak ważne zwłaszcza na początku tej trudnej drogi. Jeszcze nie tak dawno uważałam się za głównego architekta mojego życia; teraz wiem, że jest to coś znacznie ode mnie silniejszego, potężniejszego i na to tak naprawdę nie mamy wpływu. Myślę jednak, że mamy wpływ na to w jaki sposób będziemy sobie radzić w określonych sytuacjach. Jeżeli będziemy psychicznie dobrze znosić leczenie, to i jego efekty będą lepsze. Bywa trudno, ale najważniejsza jest nadzieja, a szansie na wyzdrowienie trzeba pomóc. Teraz wiem, jak ważne jest zaczynanie wciąż od nowa (niestety nastąpiła u mnie wznowa) i nie poddawanie się. Być może teraz tak naprawdę potrafię cieszyć się przyjaciółmi, przyrodą, światem…Przyznam również, że choroba nauczyła mnie zdrowego egoizmu, przestałam pędzić, a od czasu diagnozy potrafię zatrz6ymać się i zrobić coś pożytecznego, dobrego i miłego dla siebie.
Barbara
Droga Redakcjo!
Zainteresował mnie konkurs „Czy masz pół godziny dla siebie”? Chętnie odpowiem, że mam. Od dawna ruch, gimnastyka, sport sprawiały mi dużą przyjemność, chociaż czas nie zawsze na to pozwalał.Teraz, kiedy dzieci są już na swoim mam więcej wolnych chwil dla siebie. Często jest to pół godziny, a nawet więcej, w myśl zasady, że „dbam o siebie teraz, aby kiedyś inni nie musieli dbać o mnie”. Każdy dzień rozpoczynam gimnastyką około 10-15 minutową i również tak go kończę. Rano wykonuję ćwiczenia w pozycji stojącej, wieczorem raczej leżąc. Ćwiczenia wykonywane w pozycji na plecach wzmacniają mięśnie przedniej części ciała, a leżąc na brzuchu wzmacniamy tylną część ciała. Oprócz tego chodzę do pracy pieszo w jedną i drugą stronę, po około 15 minut. Do tego dochodzą codzienne spacery z psem, 3 razy po 20 minut, co też czynię z przyjemnością. Lubię pływać. Na basen wybieram się przeważnie 2 razy w tygodniu. Zapisałam się na kurs tańca towarzyskiego. Kurs ten pozwolił mi poznać nowych ludzi, nowe kroki taneczne, poprawić kondycję i ogólną sprawność. W sobotę lub w niedzielę wybieram się z koleżankami na dłuższe spacery za miasto. Raz w tygodniu staram się znaleźć czas, aby poczytać ciekawą książkę, rozwiązać krzyżówkę, zaprosić kogoś na pogaduszki, lub wybrać się w odwiedziny do znajomych. Uważam, że aktywność pomaga w życiu. Staram się znaleźć czas na przyjemności dla siebie, bo one dają mi siłę do pracy dla innych, a pracuję jako pielęgniarka, więc ta siła psychiczna i fizyczna jest mi bardzo potrzebna.